Dobry nauczyciel... czyli jaki?


No właśnie, czy istnieje w ogóle "dobry" nauczyciel? Dobry - to znaczy jaki? Czy można mówić o idealnym połączeniu? Ktoś, kto sam nie jest nauczycielem, ktoś, kto nie ma belfra w swoim najbliższym otoczeniu, chyba nie zrozumie z jakimi wyrzeczeniami i stresem związany jest ten zawód. A jak nas nauczycieli się czasem odbiera: "lenie", "zarabiają za dużo" :(, "mają za dużo wolnego czasu", "pracują kilka lub kilkanaście godzin w tygodniu za takie pieniądze". 

Niewiele istnieje grup zawodowych, które zderzają się z tak wieloma negatywnymi opiniami i z tak okrutnym osądem. Przebijają nas chyba tylko politycy i lekarze. I za co to wszystko? Za ślęczenie nad wypocinami, za rozszyfrowywanie prac dyslektyków i dysgrafów (wszyscy wiemy, jak niektórzy zdobywają zaświadczenia i że części z nich po prostu nie chce się pracować, ćwiczyć, bo wolą iść na łatwiznę), zostawanie po godzinach, jeżeli chcemy coś z dzieciaków wykrzesać, wyjazdy na wycieczki, które związane są przecież z wielką odpowiedzialnością, nie mówiąc już o nieprzespanych nocach, straży przy drzwiach tych najbardziej rozbrykanych uczniów, godzinach spędzonych na rozmowach z dzieciakami, które nam ufają i dla których często nikt inny nie ma ani czasu ani cierpliwości.

No i do tego dochodzi zderzenie z coraz bardziej roszczeniowym rodzicem, niestabilność systemu oświaty oraz niepewność bytu. Hm.... Nic tylko pozazdrościć! Ale wiecie co? Ja i tak kocham swoją pracę i nie wyobrażam sobie, że mogłabym robić coś innego. I tu tkwi sedno. Po co ja właściwie piszę ten tekst? Wczoraj miałam pewne  przemyślenie. Spacerowałam z jednym z moich psów i myślałam... o tym, że byt mój mało pewny (bo w styczniu tego roku totalnie zmieniłam swoje życie; zrezygnowałam z w miarę bezpiecznej posady w szkole, w której pracowałam od ponad 20 lat, którą znałam na wylot i w której mogłam na ślepca chodzić po korytarzach, poszłam do innej szkoły. Potrzebowałam tej zmiany, aby nie zwariować, aby nabrać ponownie wiatru w skrzydła), że niedługo rozpoczęcie roku szkolnego, że fajnie by było zrobić coś ekstra i ... wpadło mi do głowy pewne zdanie, które opublikowałam   na Facebook'u:

I wiecie co? Jestem szczęśliwa, bo feedback był niesamowity. 

Ja zgadzam się z tym zdaniem w 100%. Te wszystkie trudności, z którymi się stykamy, nieprzyjemności, ogrom papierkowej roboty - to jest fakt. Ale (może jestem naiwna), jeżeli widzę w oczach dzieciaka podziękowanie, jeżeli widzę, że sprawia mu przyjemność przebywanie w moim towarzystwie, zajmie  mnie kilkuminutową rozmową, podczas której dowiem się o nim więcej, niż na 45 minutach lekcji, to jestem spełniona. Wcale nie przesadzam. Jestem momentami styrana, nie może być inaczej, bo to jest bardzo obciążające. Ale może dlatego łatwiej mi prowadzić lekcję, bo wiem, że dam radę. Młodzież czuje, że jest dla mnie ważna. Staram się zrozumieć słabostki tych młodych ludzi, wyjść im na przeciw. Jasne, nie jeden raz się zawiodłam, nie raz byłam rozżalona, że mi coś nie wyszło, że nie udało mi się jeszcze zbawić świata. Z drugiej strony to może dobrze, bo zaczęłabym się nudzić. I to jest to, co miałam na myśli: moja praca to nie tylko 45 minut lekcji. 

Co mi pomaga, aby tak patrzeć na moją pracę? Staram się doskonalić umiejętności interpersonalne, rozwijać się, nie stać w miejscu, być na bieżąco z nowinkami (łącznie z tym, co w trawie piszczy- dlatego czasem czytam jakieś głupotki na pudelku, czy innych plotkarskich portalach. Po co? No po prostu, aby wiedzieć, kto, gdzie, kiedy i z kim? - to ważne! Czasem lubię ich zaskoczyć, że coś wiem), śledzę, co się dzieje w muzyce, nie pogardzę rapem, techno, czy ostrym rockiem. Bo tak trzeba. To ich świat. Jak ja tego ich świata przynajmniej nie postaram się zrozumieć, to oni nie zrozumieją  mojego. Wtedy wszystko runie. Cała współpraca bierze w łeb. Nie bagatelizujmy ich zainteresowań, wykorzystujmy je. 

Halloween...  i wampirzyca w moim wydaniu (a obok....)



Jestem przy tym stanowcza i konsekwentna a moja młodzież się do tego przyzwyczaiła i wiem, że szanują to. Wiedzą, że w tym, co robię jestem nie do zdarcia. Często słyszę pytanie: "skąd Pani ma tyle energii?". Wiecie jaka jest moja odpowiedź? Może być tylko jedna. Zawsze mówię "Od Was - Wy mi dajecie energię". I to jest prawda. Głównym zadaniem nauczyciela - moim zdaniem - nie jest tylko przekazywanie treści merytorycznych i wychowywanie, lecz wsparcie, wyjście na przeciw i zrozumienie. 

Dzień Nauczyciela ... tak to ja. Kabaret beze mnie?
Nie ma mowy!

Nauczyciel powinien być "plastyczny", aby być w stanie "nastawić" się na zmiany, nowe sytuacje. 

Nie ma jednego schematu, według którego możemy się realizować jako nauczyciel. Dlatego tak ważna jest nasza intuicja, umiejętność odpowiedniego reagowania, błyskotliwość, odrobina humoru i zmysł obserwacyjny. 

Nie jest to zawód dla każdego. Trzeba być odpornym na stres, presję czasu i posiadać dar przekonywania i przeforsowania własnego zdania. 

Jeżeli pokażemy pasję, zaangażowanie, energię - młodzież będzie nasza. Nie pokazujmy jej naszej frustracji wynikającej z nieudolności polskiego systemu oświaty. Co ona temu winna?  Róbmy swoje. Róbmy wszystko jak najlepiej.

Jako podsumowanie posłuży może zdanie, które jest moim motto. Często powtarzam: "Nie musimy się kochać, ale powinniśmy się szanować". I o to chodzi w tym zawodzie i obowiązuje w obie strony.

Komentarze: Zostaw komentarz

* Ten email nie zostanie opublikowany na stronie.
This site was built using